Kiedy pada deszcz… czyli poradnik cz. 4

W czasie deszczu dzieci bawią się doskonale. Skaczą po kałużach i rozbryzgują wodę dookoła. Taplają się w błocie i wskakują do sadzawki. Albo po prostu biegną szybko do domu nie patrząc ani pod nogi ani za siebie. Kto odmówi tego swoim dzieciom?

Chlapanie to jeden z przywilejów dzieciństwa, na który my – dorośli – często patrzymy z niekłamaną zazdrością (co często okazujemy udawaną złością;)) Na takie okazje przyda się dziecku para gumowych kaloszy. Co prawda nie spełniają one wszystkich norm „dobrego” dziecięcego obuwia, bo nogi mogą się w nich zapocić i nie są one przystosowane do potrzeb stopy i ruchu małego dziecka, ale od chodzenia w kaloszach się nie umiera.

Spraw dziecku frajdę i kup jakieś „wypasione”, kolorowe kalosze – wybór jest naprawdę duży i każde dziecko znajdzie swój ulubiony wzór – kwiecisty, wzorzysty czy moro. Pamiętaj tylko, by założyć maluchowi bawełniane skarpetki, a po powrocie do domu szybko zmienić obuwie.

Będzie fajnie. Zwłaszcza, że idzie marzec, a razem z nim deszcz, roztopy i całe mnóstwo błota. Trzeba się dobrze przygotować i… hop!

* * *

Jakie obuwie sprawić naszemu dziecku do przedszkola? W jakim powinien chodzić w domu? Czy kiedy zrobi się już zupełnie gorąco malec może biegać w tak modnych ostatnio japonkach i klapkach? Już wkrótce na naszym blogu. Zapraszamy.

Ogród w bucie

Do czego służą buty? Możecie powiedzieć, że do chodzenia. I nawet się z wami zgodzę. Ale dodam zaraz – nie tylko. Niektórzy twierdzą bowiem, że buty są doskonałym urozmaiceniem ogrodu.

Adithya Sambamurthy/The Bay Citizen

Kolekcja kwiatów i butów rozkwita w niewielkim parku Alamo Square w San Francisco. Jak podaje New York Times miejsce to powstało na początku XXI wieku z inicjatywy ogrodnika Davida Cliftona. Człowiek ten, jak wielu mieszkańców San Francisco, sporo chodził, a ponieważ nie bardzo miał co zrobić z butami, postanowił zagospodarować je w ogrodzie, którym się opiekował. Uznał, że stare, przechodzone buty będą idealną ochroną dla kwiatów zagrożonych przez spacerujące (i robiące, co do nich należy) psy.

W butach rosną więc krokusy, narcyzy i inne kwiaty. Pomysł chwycił. Ogrodnik ma teraz do dyspozycji nie tylko te buty, które sam zużyje, ale też te, które prześlą mu mieszkańcy miasta. Może więc sadzić kwiaty w sandałach, półbutach czy szpilkach. Pod jednym warunkiem – że są skórzane. Bo skóra utrzymuje wodę, dzięki czemu kwiaty mają się czym pożywić.

Dziś w ogródku znajduje się ponad 50 par butów, w których rosną rozmaite rośliny. Co więcej, pomysł jest kopiowany: w 2009 roku Susan Fredman stworzyła podobny ogród w Chicaco. Myślicie, że przyjmie się w Polsce?